The Journey Across the Night, rozdział 5: Bez pożegnania. Polskie napisy.

Kiedy naprawdę kogoś kochamy, to oczywiste, że chcemy dla tej osoby jak najlepiej. Zależy nam, by zawsze była szczęśliwa, niezależnie od tego, czy to szczęście miałaby znaleźć u naszego boku. Znacie to uczucie?
A co jeśli mimo szczerej miłości musimy pożegnać się z ukochaną osobą? Nie chcemy, żeby cierpiała i wypłakiwała sobie oczy po naszym odejściu. Co wtedy zrobić? Zniknąć bez słowa? Kto wie, może wtedy będzie mniej bolało, a złość zagłuszy smutek, który towarzyszyłby normalnemu rozstaniu. A może to wcale nie chodzi o tę drugą osobę? Odejść po cichu jest na pewno łatwiej. Ale czy nie skrzywdzimy wtedy bardziej tej drugiej osoby? Czy mamy prawo decydować o tym, co naprawdę jest dla niej lepsze? To właśnie na te pytania, Li Jia będzie szukał odpowiedzi w kolejnym, piątym już rozdziale „The Journey Across the Night”.

Ze względu na tematykę całego rozdziału i to, jak ja go osobiście bardzo przeżyłam, odpuściłam sobie tym razem żartobliwego mema. Kiedy dobrniecie do końca tych pięciu odcinków, zrozumiecie, czemu miałam ku temu opory. Niestety obawiam się, że jeśli o tę dramę chodzi, to skończyło się śmieszkowanie. Dlatego tym razem, zachęcając Was do odwiedzenia mojej zakładki Napisy, podrzucam Wam wyłącznie ten cytat:

Co jeszcze ciekawego czeka na Was w piątym rozdziale? Były już nawiedzone domy, opętane lalki i duch krążący po salach kinowych. Czas na rozwiązanie zagadki niepokojących odgłosów usłyszanych nocą w akademiku. Będą mrożące krew w żyłach opowieści o zjawach odwiedzających pralnię, śledztwo w sprawie tajemniczego wypadku i wypady do nocnego klubu.

Powtarzam się do znudzenia, ale pracując z tą dramą, zawsze się dobrze bawię. Każda banalnie zaczynająca się historia przynosi zaskakujące rozwiązanie i kryje w sobie niesamowity przekaz. A to jeszcze nie wszystko! „The Journey Across the Night” to skarbnica ciekawostek. Ten rozdział zaprowadził mnie do gwiazd. I to dosłownie. Wiedzieliście, że tam gdzieś hen daleko na niebie kwitnie sobie gwiezdna róża?

Źródło: The Journey Across the Night, odcinek 18

Li Jia tę różę znalazł na zdjęciach ukrytych w małym kartonowym pudełku. Nazywa się ona Mgławicą Rozeta i należy do gwiazdozbioru Jednorożca. W jej środku znajduje się otwarta gromada młodych gwiazd, powstałych z materii mgławicy. Charakterystyczny kształt kwiatu nadały jej gwiazdowe wiatry, a świecenie zawdzięcza ultrafioletowemu promieniowaniu wywołanemu przez gorące gwiazdy gromady. Musicie przyznać, że wygląda obłędnie!

Źródło: Wikipedia

Sam urok wizualny tego ciała niebieskiego to nie wszystko. Mgławica ta bowiem znajduje się w odległości około 5200 lat świetlnych od Ziemi. Jeśli oglądacie chińskie dramy wystarczająco długo, albo interesujecie się tamtejszą kulturą, z pewnością wiecie, jaką symbolikę mają te niepozorne cyferki. 5200 to prawie 520 a 520 jest kodem używanym do…wyznania miłości. Chińczycy mają całą listę takich magicznych cyferek, które lubią wykorzystywać, do przekazywania sobie nawzajem informacji. 520 jest chyba najbardziej znanym na zachodzie przykładem.
Pytanie, czemu akurat te cyfry oznaczają „Kocham Cię”? Homofony w języku polskim z pewnością nie są Wam obce. Jeśli nie kojarzycie nazwy, to tylko przypomnę, że tak się właśnie określa używane przez Was na co dzień wyrazy identyczne w brzmieniu, ale odmienne w znaczeniu, a nawet w pisowni. Wyobraźcie sobie teraz, że to 520 to właśnie taki homofon. Sposób, w jaki czytamy po chińsku pojedyncze cyferki przypomina to jak wymawiamy „kocham cię”. Sami zobaczcie:


520 五二零 [wǔ èr líng] = kocham cię 我爱你 [wǒ ài nǐ]

Mamy więc piękny kosmiczny kwiat, który spokojnie można nazwać kwiatem miłości. Czy będzie on towarzyszył jakiemuś nieoczekiwanemu wyznaniu? Jeśli jesteście ciekawi, to nie zostaje mi nic innego, jak zaprosić Was do oglądania!

Może Cię zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.