Solo czy w grupie?

Wybraliście już serial lub film, który chcielibyście przełożyć na język polski. Świetnie! Bo najtrudniejszy krok już za Wami. Tylko co dalej? Czy wystarczy odpalić program do edycji napisów i przetłumaczyć kolejno każdą linijkę? Co zrobić z gotowym tłumaczeniem? Gdzie je udostępnić? A co jeśli nie mamy pliku z czasówką i trzeba go zrobić? Możliwe, że przyszedł czas rozważyć opcję pracy w grupie. I właśnie o plusach i minusach bycia zarówno tłumaczem solo, jak i członkiem grupy fansuberskiej będzie dzisiejszy artykuł.

Mam już swoje doświadczenia związane z pracą w dwuosobowym składzie i w dużej zorganizowanej grupie. Obecnie jak widzicie, staram się sobie radzić samodzielnie. Zebrałam dla Was w jednym artykule wady i zalety przynależenia do większego zespołu tłumaczącego, by choć trochę ułatwić Wam podjęcie decyzji.

W grupie siła.

Większość z Was miała już pewnie przyjemność pracować i wie doskonale, że nic tak nie motywuje do działania jak szef stojący za plecami i poganiający do roboty. Do tego dochodzą jeszcze koleżanki i koledzy, którzy umilą dzień pogaduszkami na przerwach, chętnie pomogą i poklepią po plecach kiedy coś nie wychodzi.
Wyobraźcie sobie, że grupa fansuberska to właśnie taka niewielka firma i rządzi się bardzo podobnymi prawami. Jest zazwyczaj szef, nadzorujący Waszą pracę i inni pracownicy na przydzielonych im odpowiednich do kompetencji stanowiskach. Każdy pracownik wie co do jego obowiązków należy, stara się je wykonywać najlepiej i pilnować ustalonych dedlajnów. Taka zorganizowana grupa, zupełnie jak tradycyjne miejsce pracy to samodzielnie funkcjonujący organizm nie wymagający udziału ani pomocy osób z zewnątrz.
Macie wybrany materiał, ale nie macie pliku z timingiem? Żaden problem, koleżanka z przyjemnością go dla Was przygotuje i nie będziecie musieli godzinami ślęczeć nad klepaniem sekcji pod swoje linijki. Kuleje Wasza ortografia? Zwykły drobiazg, bo kolega z działu jakości obejrzy Wasz odcinek, chętnie poprawi wszystkie błędy, doda kilka przecinków i sprawi, że gotowe tłumaczenie będzie idealne do publikacji. No a co z publikacją? Od tego również są ludzie. Jeśli zajdzie taka potrzeba, ktoś przetworzy plik “srt” na hardsuby a osoba obsługująca uploady wrzuci efekty Waszej mozolnej pracy do sieci. Redaktor social mediów zrobi reklamę i w chwale i fejmie Wasze napisy trafią do odbiorców. Waszym jedynym zadaniem było przetłumaczenie pliku źródłowego. Brzmi wybornie!
Do tego dołóżcie sobie jeszcze wsparcie kolegów po fachu. Na nich zawsze można liczyć, jeśli nie wiadomo czy poprawny zapis to „ach” czy może „ah”. Pomogą, gdy utkniecie na jakimś zdaniu i zawsze podpowiedzą jak w języku polskim nazwać kultywatora techniki gotowania klusek na parze.

Na swoją grupę możecie zawsze liczyć w obliczu kryzysu. Kiedy macie wątpliwości, czy dacie radę skończyć ten siedemdziesięcioodcinkowy serial to właśnie współpracownicy pomogą Wam uwierzyć w siebie, zmotywują do dalszych wysiłków i powiedzą, że jesteście naprawdę dobrzy w tym, co robicie. Wytkną popełniane błędy tak, byście nabrali ochoty na doskonalenie umiejętności i podzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem.
Pracując w grupie, będziecie mieli świadomość, że podejmując się jakiegoś zadania, musicie je wykonać do końca, nierzadko zgodnie z ustalonymi terminami. Ktoś zawsze będzie pilnował, czy się z tego zadania wywiązujecie należycie. Oczywiście, nikt Was nie skrzyczy za przekroczony dedlajn ani z grupy nie wyrzuci na bruk, ale pomyślcie, jak bardzo ten fakt wpłynie na Waszą sumienność i samodyscyplinę. To trochę jak z nauką bez nauczyciela, który sprawdzałby Wasze postępy. Sporo z nas, bez kogoś takiego nie byłoby w stanie nauczyć się nawet dodawania.

Brzmi jak sielanka, więc teraz pewnie większość z Was pomyśli, że nie ma co czekać tylko dać się zrekrutować do jednej z wielu ekip tłumaczeniowych. A może jednak nie jest to wcale takie idealne rozwiązanie?

Grupa jako zbiór ludzi o różnych osobowościach.

Czy muszę więcej tłumaczyć? Tam, gdzie mamy do czynienia z więcej niż jedną osobą, musimy się liczyć z wystąpieniem wielu konfliktów. Ilu ludzi tyle zdań i poglądów. Tyle samo różnych i często bardzo silnych charakterów. Normalna sprawa. Nawet w szkole czy pracy na pewno niejednokrotnie zetknęliście się z kimś, kto wybitnie działał Wam na nerwy. To samo zdarzyć się może Wam właśnie w grupie fansuberskiej. Nie ukrywajmy, wiele zależy od Waszego własnego podejścia i wiary w siebie. W moim przypadku związanie się z ekipą tłumaczącą doprowadziło prawie do pożegnania się z moim marzeniem o byciu tłumaczem napisów.
Pamiętajcie, nie każdy edytor/korektor będzie Was głaskał po głowie, gdy narobicie kalki czy będziecie notorycznie popełniać te same błędy. Zresztą nie taka jego rola, prawda? Nie każdy szef przymruży oko na nagminne opóźnienia w terminach. Nie wszyscy koledzy tłumacze będą Was lubić. Ba! Możecie trafić na kogoś, kogo Wasze potknięcia rozbawią i dadzą poczucie satysfakcji.
Grupy mają też często swoje własne wewnętrzne zasady, których jednak wypadałoby przestrzegać. Czasem takie drobiazgi mogą zacząć nas mocno uwierać i grupa, która miała być naszym drugim domem, zacznie wydawać się miejscem obcym i nieprzyjaznym.


Moja rada:

Potraktujcie decyzję o wstąpieniu w szeregi grupy fansuberskiej jak poszukiwania normalnego zatrudnienia. Zanim dołączycie do tej jednej wybranej, w miarę możliwości wypytajcie jej obecnych członków o atmosferę i ludzi, z którymi przyjdzie Wam pracować. Porozmawiajcie z osobą rekrutującą o tym, czego będzie się od Was wymagać i jakie zasady obowiązują w ekipie. Upewnijcie się, że to miejsce idealnie do Was pasuje przez poznanie historii i celu, w jakim zostało utworzone.
Nigdy nie podejmujcie tej decyzji w ciemno.

W pojedynkę zawsze pod górkę?

Decydując się na samodzielne tłumaczenie, musicie się liczyć z faktem, że praktycznie wszystko będziecie robić sami. Nikt za Was nie przygotuje czasówki, nikt nie zrobi harda i nie wrzuci odcinka do sieci. Cały mozolny proces spada na Waszą głowę. Jeśli macie parcie na ilość widzów, dodatkowo dochodzi udostępnianie swojego tłumaczenia na social mediach, stronach z subami lub nawet stworzenie swojego własnego miejsca w sieci. Kupa roboty. A to nadal nie wszystko!
Skoro robicie napisy lub inne tłumaczenia samemu to, kto Wam miałby je sprawdzić? Musicie przyznać jedno, każdy błędy popełnia. A własne błędy bardzo trudno samemu wyłapać. Potrzebny jest beta reader. No chyba, że uważacie się za mistrza mistrzów zarówno języka źródłowego, jak i docelowego, to wtedy faktycznie nikt po Was sprawdzać niczego nie musi. Ale ilu z nas posiada aż tak wybitny poziom? No właśnie…

Jednak wcale nie jest tak, że praca solo nie ma swoich plusów. Ma i to ogromne.
Przede wszystkim, sami jesteście sobie szefem. To Wy decydujecie, kiedy i co chcecie robić, gdzie udostępnić skończone tłumaczenie i jak je reklamować. Sami ustalacie sobie plan działania, terminy i tempo pracy. Nie odczuwacie presji od współpracowników i nie ma szans, by odbiła się na Was nieprzyjemna atmosfera, bo to Wy ją tworzycie. Wszystko wyłącznie w Waszych rękach. Nawet coś takiego jak budowanie relacji z potencjalnymi odbiorcami przetłumaczonego materiału.
Wszystkich rzeczy niezbędnych do robienia dobrego tłumaczenia jesteście w stanie się nauczyć. Fansubbing jest zjawiskiem istniejącym już od lat i znalezienie dobrego poradnika do obsługi programu jest łatwiejsze niż przetłumaczenie “How are you?” na język polski. Jeśli będzie Wam potrzebny edytor, zawsze możecie poprosić kogoś znajomego o korektę albo nawiązać współpracę z innymi tłumaczami lub grupami.

Co wybrać?

Moim zdaniem podjęcie właściwego wyboru zależy głównie od Waszego charakteru. Wszyscy jesteśmy różni. Jedna osoba może nie czuć się dobrze w tłumie, a innej podczas pracy samemu może zabraknąć motywacji i byłaby dużo wydajniejsza tłumacząc w grupie. Jedni lubią, gdy się od nich wymaga, a inni wolą samemu stawiać przed sobą cele. To bardzo indywidualna sprawa i ważne jest, by samemu wiedzieć, czego się oczekuje.
I wiecie co? Zawsze można spróbować obu tych opcji i wybrać dla siebie tę właściwą. Bywa, że robiąc coś nowego, sami o sobie odkrywamy rzeczy, o których nie mieliśmy wcześniej pojęcia.
Praca w grupie to zdecydowanie łatwiejsza opcja dla początkującego tłumacza, ale czy na pewno dobra? Owszem! Tylko trzeba wybrać sobie właściwą ekipę 😉

Zdjęcia wykorzystane w nagłówku: Zhang Wuji i sekta Ming z dramy “Heavenly Sword and Dragon Slaying Sabre” ,
źródło: 曾舜晞

Może Cię zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.